Motyle nie korzystają z „hoteli”

O motylach, „domkach” dla nich i o realnej ochronie kilka słów. Na pewno widzieliście w marketach albo na zdjęciach w social mediach kolorowe „domki dla motyli”. Wygląda to ładnie, można sobie postawić w ogrodzie i mieć poczucie, że właśnie uratowało się ginące motyle. Problem w tym, że te konstrukcje nie mają dla motyli żadnej wartości. Zero.

Motyle nie korzystają z „hoteli”

Motyle nie korzystają z takich „hoteli” – nie gniazdują tam, nie zimują (z bardzo nielicznymi wyjątkami) i nie znajdują tam pokarmu. To przykład klasycznego greenwashingu: produkt, który sprzedaje złudzenie troski o przyrodę, a w praktyce nie rozwiązuje żadnego problemu.

Podobną ściemą jest budleja Dawida – nazywana „krzewem motyli”. Owszem, przyciąga dorosłe motyle na kilka minut po nektar, ale nie zapewnia im żadnego wsparcia w cyklu życia. Gąsienice w zasadzie żadnego krajowego gatunku motyla nie rozwijają się na budlei. Co gorsza, to roślina inwazyjna: rozprzestrzenia się kosztem rodzimych gatunków, wypiera rośliny żywicielskie i w efekcie jeszcze bardziej pogarsza sytuację motyli. Sadząc budleję, nie pomagamy – dokładamy cegiełkę do problemu.

Czego naprawdę potrzebują motyle?

Motyl potrzebuje czegoś zupełnie innego niż domek czy egzotyczny krzew – potrzebuje roślin żywicielskich. Każdy gatunek związany jest z określoną rośliną, na której jego gąsienice żerują. Jeśli chcemy naprawdę im pomóc to, zamiast wydawać pieniądze na gadżety czy sadzonki budlei, lepiej zostawić w ogrodzie kawałek z pokrzywami – żywicielką wielu rusałek, posiać marchew zwyczajną, na której rozwija się paź królowej (Papilio machaon), czy zasadzić krwiściąg lekarski, którego potrzebuje modraszek telejus (Phengaris teleius). Dzięki takim roślinom ogród staje się ekosystemem, a nie tylko „stołówką” dla dorosłych motyli.

Warto też pozwolić kwitnąć koniczynom, przytulii czy macierzance – wszystkie one są podstawą życia dla dziesiątek gatunków. Ogólnie rośliny rodzime, to jest to, czego potrzebują motyle. Pomaga też prosta zmiana praktyk: ograniczenie koszenia, pozostawianie liści jesienią (bo w nich zimują poczwarki), zostawianie stert gałęzi, gdzie schronienie znajduje wiele stadiów owadów. To są działania, które naprawdę wspierają motyle i całą bioróżnorodność.

A co znajdziemy w „domkach dla motyli”?

Zazwyczaj pająki, skorki, klecanki albo samotne osy – wszystkie pożyteczne, ale żadne nie jest motylem. Szansa, że motyl przezimuje w takim pudełku, jest praktycznie zerowa. W Polsce tylko garstka gatunków zimuje w postaci dorosłej – np. cytrynek, pawik czy niektóre rusałki – i one kryją się w liściach, na strychach czy w piwnicach, a nie w ozdobnych budkach.

Dlatego zamiast kolejnego „eko-drewnianego” gadżetu czy inwazyjnej budlei na rabacie, lepiej dać motylom to, czego naprawdę potrzebują – przestrzeń, rośliny i spokój. Bo ochrona motyli zaczyna się w glebie i na liściach, a nie w pustym domku przykręconym do płotu.

Autor: Mikołaj Siemaszko

Fot.główna: Mikołaj Siemaszko

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

×